
Dziś postanowiłem napisać troche o bossach w grach, moich rozmyśleniach i Risenie. Po 3 dniach i nocach udało mi sie skończyć Risena. Kiedyś chciałem w to zagrać, chociarz zobaczyć jaki jest (gothic mnie jakoś nie porwał, myślałem że z tym będzie inaczej). No i czekałem... Tak czekałem że nawet niezauważyłem kiedy wyszedł! No ale niedawno go zauważyłem i wiadomo, postanowiłem zagrać. W sumie zeszły mi trzy dni... i prawie całe trzy noce...Więc mnie wciągneło. Dziś koło południa ubiłem last bossa (wielkie rozczarowanie miałem zaraz przed nim, ale o tym później). Ubiłem go i... Był cholernie prosty! Może zbyt prosty? Co prawda do niego musiałem sie długooo przygotowywać, coś al'a zbieranie teamu przez całą gre w Mass Effect'cie 2 i końcowa walka w ciągu kilku chwil. No, ale ok... Boss był łatwy, szybko go wykończyłem i jakoś sie zamyśliłem nad tym. W większości gier bossy są trudne i często - nudne. Ale czy to na pewno dobrze? Gdy walczymy z ostanim bossem najczęśćiej zajmuje to kupe czasu i kilka (dziesiąt? set?) prób. Nudnych prób.
Często musimy robić coś co robimy już po raz etny, aby zaraz potem mieć 1 szanse na przejście kawałeczek dalej. I często przy tym giniemy i od nowa. A po tym jak już sie uda przejśc ten trudny kawałeczek jest to samo tylko w innej oprawie. I tak w kółko aż sie uda. A gdy sie uda, boss padnie to wzdychamy z ulgą. Ale czy tak powinno być? Czy ostani boss powinien być męczarnią? Myśle że nie. Boss powinnien być niewiele trudniejszy niż pozostałe walki. Ale nie musiałby być taki monotonny. Wystarczyłoby, że byłby ciekawy (nie mylić z trudny!). Pewnie dałoby sie zrobić bossa, który nie będzie męczarnią, ale jednak wyzwaniem! Tylko twórcy o tym zapominają. No bo przecież taki boss mógłby zmieniać strategie, może nawet co jakiś czas uciec, lub gdzieś spaść np gracz miałby za zadanie go gdzieś zrzucić licząc że boss zginie. A tu lipa, boss żyje. W między czasie możnaby było zrobić save i nietrzeba sie męczyć z tym samym. I nie ma powtarzalnej monotonności. Ostanio też jest "moda" na to, że o bossie dowiadujemy sie wszystkiego zaraz przed walką z nim. Myśle że to też błąd. Szczególnie w wszelakich RPG'ach. Lepsze byłoby zbieranie informacji przez całą gre o nim. Po trochu. Może najlepiej zacząć od jakieś legendy? Nie wiadomo czy wg istnieje i kim jest. A potem coraz więcej info, ale tak żeby nie było wiadomo do końca z czym będzie trzeba sie zmieżyć. I tak zbierało by sie "legendy" i "półprawdy", przez jakiś czas gry. Po jakimś czasie gracz dowiedziałby się że zagrożenie istnieje, a do końca gry zbierałby wskazówki jak go pokonać, ale tylko wskazówki, a nie gotowe rozwiązania pt: "Zdobądź panczerz xxx i broń yyy, inaczej nie otworze bramy, bo bez tego go nie pokonasz". Nie lepsze by były wskazówki? Np: "Jest on podatny na to na to i na to, a odporny na to i na to, w jego sali jest taki i taki przycisk, który robi to i to, a pomóc pokonać go może Ci broń taka i taka i ten i ten amulet". Moim zdaniem było by lepiej. Oczywiście, bez kilku wskazówek boss byłby praktycznie nie do pokonania, tzn bez zastosowania wspomnianych wskazówek będzie to mordęga.
I co Wy o tym myślicie? Czy dzisiejsze bossy są za trudne? A może zbyt proste? W tym celu stworzyłem ankiete którą znajdziecie tutaj.
PS: Mój wielki zawód co do Risena opisze w następnym artykule.